znajdź nas na IG
Darmowa dostawa od 149 zł Wysyłka w 24 h Naturalnie pyszne 🌿

O nas

Sad w Wilkowiecku od ponad stu lat i cztery pokolenia leszczyny. Resztę asortymentu Sebastian wybiera sam, według tego samego kryterium.

Rzędy krzewów leszczyny w sadzie w Wilkowiecku, latem
Sad w Wilkowiecku – to tutaj pradziadek posadził pierwszą leszczynę

Zaczęło się od drzewa, którego nie posadziliśmy

Leszczynę w Wilkowiecku posadził mój pradziadek. Ponad sto lat temu – i nie sądzę, żeby myślał wtedy o sklepie internetowym.

Adres, który widzisz na etykiecie każdego naszego produktu jako dane producenta, to ten sam adres, pod którym rosną te drzewa. Ulica Dolna 17, Wilkowiecko. Nie ma tu biura w jednym mieście i magazynu w drugim.

Sad przeszedł przez trzy pokolenia i wylądował u mnie. Nazywam się Sebastian Kiciński i prowadzę go dalej – z tą samą leszczyną, tymi samymi zbiorami we wrześniu i tą samą prostą zasadą, której nauczył mnie ojciec: w sadzie nie da się niczego udawać. Albo drzewo obrodzi, albo nie. Albo orzech jest pełny, albo w środku jest powietrze. Nie ma marketingu, który by to nadrobił, i nie ma opakowania, które by to ukryło.

Klienci zaczęli pytać o migdały

Ludzie, którzy raz kupili nasze laskowe, wracali po nie w kolejnym sezonie. A potem zaczęli pytać: a migdały macie? a daktyle? a coś do ciasta na święta?

Nie mieliśmy. Więc zacząłem szukać.

I wtedy zobaczyłem, jak wygląda ta branża od środka. Morele świecące pomarańczem, bo ktoś je okadził siarką. Żurawina zatopiona w syropie glukozowo-fruktozowym. Worki z napisem „mieszanka bakaliowa” i niczym więcej. Partie z terminem na wyczerpaniu, sprzedawane taniej, żeby zeszły. Orzechy, które w hurtowni leżały tak długo, że po otwarciu paczki było wiadomo, że są gorzkie.

Zajęło mi długo zanim skompletowałem dostawców, pod którymi mogłem podpisać się tak samo jak pod własnymi orzechami. Tak powstało Chrupniemy.

Co rośnie u nas, a co nie

Powiem to wprost, bo w tej branży zbyt wiele rzeczy mówi się półgębkiem: z naszego sadu pochodzą wyłącznie orzechy laskowe. Migdałów nie wyhoduję w Polsce, daktyli tym bardziej, a kto twierdzi inaczej, ten zmyśla.

Pozostałych piętnaście produktów kupuję sam – i to jest cała różnica między tym sklepem a hurtownią. Nie biorę tego, co akurat jest tanie. Biorę to, co przeszłoby test, który stosuję do własnych orzechów: jeden składnik w składzie, powtarzalny kaliber i partia z pełnym terminem. Sad nauczył mnie, czego szukać. Resztę wybieram według tego samego kryterium.

Co robimy inaczej

Pokazujemy etykietę, zanim kupisz. Przy każdym produkcie w galerii znajdziesz zdjęcie pełnej etykiety: skład, wartości odżywcze, alergeny, dane producenta.

Drukujemy numer partii i datę na każdej paczce. Worki zgrzewam partiami, w 250 g, 500 g i 1 kg. Na każdym jest numer partii i data minimalnej trwałości – możesz to sprawdzić w dwie sekundy po otwarciu kartonu i chcę, żebyś sprawdził. Numer partii oznacza też, że gdyby cokolwiek było nie tak, jestem w stanie ustalić, skąd dokładnie pochodzi twój produkt.

Nie handlujemy końcówkami. Nie kupuję resztek partii z krótkim terminem, nawet gdy są tanie. Nie chcę tłumaczyć nikomu, dlaczego migdały mają miesiąc do daty.

Podajemy cenę za kilogram. Przy każdym wariancie. Bez trików z gramaturą, bez opakowań na 450 g udających pół kilo.

Czego nie mam

Nie mam hali magazynowej, całodobowej infolinii ani działu obsługi klienta. Mam numer telefonu, pod którym odbieram, i mogę powiedzieć, z jakiej partii są dziś twoje migdały. Jeśli masz alergię i chcesz wiedzieć, co dokładnie pakowaliśmy tego dnia – napisz. Sprawdzę i odpiszę konkretnie.

Sebastian Kiciński
CHRUPNIEMY

Zerknij na kilka naszych produktów

Zobacz wszystkie →

To jak, chrupniemy?